Z Magdaleną na Zakręcie Śmierci

Z Magdaleną na Zakręcie Śmierci

Pomimo, że moje sportowe życie nabrało rumieńców, zwłaszcza w kontekście policzków Magdy. To ona bowiem nadała moim sportowym poczynaniom nowej jakości, wkraczając ponad 2 lata temu w mój plan treningowy. Pomimo tego, od prawie 3 lat nie byłem w Szklarskiej na obozie. Celem na dziś jest sportowa odnowa, odbudowa i podbudowa pod jesienne harce.

6 dni zleciało jak jeden dzień, normalne kiedy każdy podobny do drugiego. Górom trzeba się kłaniać, bo jak biegasz po płaskim, względnie po pagórkach, to pierwsze dni zawsze bolą, choćbyś był w najlepszej formie. A ja kiedyś w takowej byłem.  Moja biegowa wiosna upłynęła pod znakiem zgłębiania anatomii i szukania przyczyn boleści lewej nogi. Myślałem, że znam ją już jak własną nogę, ale najwyraźniej jeszcze wiele przede mną doświadczeń i nauczek.

Wracając do powrotu do Szklarskiej. Po ponad dwóch latach jestem zdecydowanie dalej, pomimo poczucia, że ciężko i że boli na reglach, zwłaszcza kiedy Arek Gardzielewski ze zdziwieniem mówi: ooo dyszysz? Nie dziwne byłoby gdybym dyszał biegnąc z Arkiem, ale w końcu 4:40 to nie powód do dyszenia. Domysły jakoby Arek biegał rozbiegania po 4:40 ucinam, wracał z rozruchu a ja byłem na treningu!

Tomek, Arek, Magda i Tomek
od lewej: Tomek, Arek, Magda, Tomek

Nie martwię się a cieszę, systematyczność o którą walczyłem przez ostatnie miesiące została wywalczona. 16 dni i 14 treningów biegowych, 5 uzupełniających plus 2 razy fizjo. To co bolało nie boli, nogi przyjemnie zmęczone.

Słynny zakręt śmierci, kultowe miejsce polskich maratończyków, byłem tam raz na jednym z obozów z Bieganie.pl, nie pamiętam niestety co tam biegaliśmy, nie utkwiło nic w pamięci poza długim powrotem do Hotelu. Tym razem, w ramach narzeczeńskiej uprzejmości, w związku z brakiem planu treningowego i głodem biegania, wybrałem się na trening Magdy jako jej osobisty „pejser”. Tu mała uwaga i przestroga dla wybierających się na Zakręt, jeśli umawiacie się za zakrętem, to przyjedźcie za zakręt a nie przed, jak się okazuje ma to duże znaczenie dla atmosfery treningu i tym samym jego efektu.  Szczegółów nie mogę  zdradzić, poza tym, że był to bieg w odcinakach z narastającą prędkością. Tajemnica zawodniczki i trenera. Zdradzić mogę tylko kilka własnych refleksji: kierowcy kulturalni, poza jednym, sam zakręt to najpierw lekko z górki potem lekko pod górkę, powietrze dobre, strumyki z górską mineralną rozstawione co kilometr a w najprzyjemniejszy odcinek ostatni, bo ostatni i bo szybki. Najbardziej cieszy, że ślady bólu achillesa gdzieś zniknęły w ferworze walki. A ze zdrowia cieszę się zawsze najbardziej.

DCIM100GOPROG1011008.
najlepszy dla ochłody zimny strumyk pełny wody..

Co teraz? Teraz czas a BeatTheSun, czyli wyścig ze słońcem i górami. 21 czerwca wystartuję w sztafecie razem z dwoma  biegaczami z Niemiec i Szwajcarii oraz Piotrkiem Owocem Myślakiem. Mamy do pokonania 151km dookoła Mount Blanc, wygrywa ta drużyna, która zdąży przed zachodem słońca. Taka prosta reguła a emocje rosną!

Biegania w wysokich górach próbowałem a właściwie smakowałem już w 2012, wtedy odwiedziłem Davos, jako świeżakowi  górskiemu fascynacja mieszała się dumą, że dałem radę, z poczuciem, że robię coś wyjątkowego, czego żaden mieszkaniec Gąsiorowa i okolic nie zrobił do tej pory. Bo takim właśnie wyczynem był półmaraton w ramach Swiss Alpine Marathon i jego 13km pod górę, 30 platz i nic nie mówiący  czas 1:51…

A Magda? Magda, w niedzielę wystartuje w Pucharze Europy w holenderskim Weert. Nie może doczekać się startu, głodna ścigania i tej niepowtarzalnej atmosfery dużych zawodów. Tego ja też  doczekać się nie mogę.

   Życie dla sportu i uprawianie sportu dla lepszego życia, ot taki nasz szczęśliwy los.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *